Była to moja pierwsza zimowa wyprawa. Początkowo chciałem pojechać w Beskidy lub Bieszczady. Bez szaleństw, noclegi w pensjonach, całodzienne wycieczki. Z jednej strony zaraza sprzyjała. Ferie szkolne dla całej Polski były w styczniu. Była więc nadzieja, że w lutym nie będzie aż takich tłumów. Niestety pozamykali noclegownie. W styczniu Kasia zapytała mnie czy nie pojechałbym do Szwecji. W okolice Sztokholmu. Spokojny trekking, głównie w lesie, od czasu do czasu jakieś jeziora. Spanie w wiatach. Wahałem się bo trochę nuda. Dwa tygodnie włóczenia się po lesie. W sumie bez celu. Szybko okazało się, że prognoza pogody zapowiadała temperatury około zera. czyli nie za dobrze. Błoto. Plan został błyskawicznie zmodyfikowany. Zamiast w okolice Sztokholmu mieliśmy pojechać 1000km w głąb Szwecji, n a północ, do południowej Laponii, tam gdzie zaczynają się górki. I tak zrobiliśmy.

Charakter wyprawy zdecydowanie się zmienił. Kasia na nartach, ja w rakietach. Pulki (sanki). Spanie w chatkach lub namiocie. Zima pełną gębą. Po niezliczonej liczbie korekt, trasa została z grubsza ustalona. Start i meta w Hede. Dojazd promem i moją Hondą. Dwutygodniowa pętla. Prognozy pogody przewidywały duży mróz, minus 20 stopni. Zapowiadało się ciekawie!

Wyruszyliśmy na ostatni dzwonek. Dzień później Szwecja wprowadzała kwarantannę. Z tej przyczyny pojechała też z nami Agnieszka. Miała wyruszyć dwa dni później. Zabraliśmy ją i podrzucili do Sveg. Stąd pojechała dalej na północ. Podróż promem bezproblemowa. Rano byliśmy w Ystad. Ruszyliśmy do Hede, prawie 1000km na północ. Może i byśmy dojechali w jeden dzień. Lecz wiadomo, postój tu, postój tam. Sklep tu, sklep tam. Dzień szybko minął. Jechało się nienajgorzej, zaskakująco mały ruch. Widoczki coraz piękniejsze, coraz więcej śniegu. Lasy i jeziora. Podziwialiśmy wielkie jezioro Vänern (Wener), dalej na północ pięknie ośnieżone lasy. Droga coraz bardziej biała. Nieopodal Mora zatrzymaliśmy się na nocleg. W chatce. Była ok. Następnego dnia zwiedzaliśmy Mora, miasteczko z którego startuje Bieg Wazów. Urokliwe. Szczególnie w śnieżnej szacie. Zimno, z mnius kilkanaście stopni. Lecz słonecznie.

Agnieszka miała autobus dopiero następnego dnia więc w ramach rozgrzewki pojechaliśmy do Parku Narodowego Hamra. Dużo śniegu. Nie było łatwo dojechać. Spakowaliśmy się i ruszamy. Odcinek nie długi, ze 3km. Dużo śniegu, pięknie! Nocleg w wiacie, czyli w sumie pod gołym niebem. Minus 20 stopni. Rozpaliliśmy ognisko, podziwialiśmy gwiazdy i delikatna zorzę. Było bardzo zimo ale jakieś dyskomfortu nie odczuwałem. Mój zimowy debiut wypadł w trudnych warunkach. Dałem radę, co dobrze wróżyło na te dwa tygodnie zimowej wędrówki.

Wstaliśmy wcześniej, jeszcze przed wschodem słońca. Musieliśmy zdążyć do Sveg na autobus Agnieszki. Odjechała a my pojechaliśmy do Hede. Do pierwszej chatki było z Hede dość daleko więc nieco zmodyfikowaliśmy punkt startu na pobliski Hedeviken. Później okazało się, że wcale nie było bliżej. Zaparkowaliśmy na campingu. Właścicielka pozwoliła nam zostawić auto na dwa tygodnie. Spakowaliśmy się i po trzynastej wyruszaliśmy na dwutygodniowa wędrówkę.