Ferrata Punta Anna

Wybraliśmy się na męską, pięcioosobową, kilkodniową wyprawę ferratową w Dolomity. Na pierwszy ogień poszła wspaniała ferrata Punta Anna. Ja już ją miałem zaliczoną wraz z odcinkiem Giani Aglio.

Start na parkingu pod schroniskiem Dibona. Prowadzi tutaj wąską droga, w 3/4 asfaltowa, dalej szuter. Miejsca jest dużo ale to dobry punkt startowy, nie tylko na ferratę Punta Anna. Jechaliśmy całą noc i od razy po przyjeździe ruszamy na ferratę. Zimno, nawet bardzo! Ekipa bardzo mocna, wspinaczkowa, z doświadczeniem w wspinaniu w skale na poziomie 6c, a co niektórzy i 7a. Także takie ferratki to bułka z masłem. Ja niestety po artroskopii lewego kolana jeszcze nie do końca doszedłem do siebie. Do tego miałem już zdiagnozowane pęknięcie łąkotki w prawym kolanie, które mnie pobolewało. Głowa zablokowana także trochę kicha.

Najpierw trzeba nieco podejść do schroniska Pomedes. I jeszcze nieco pod skały, gdzie zaczyna się ferrata. Ferrata jest wspaniała, wymagająca. Kilka odcinków trudnych. Schemat ferraty tutaj. Gdy pierwszy raz nią szedłem nie pamiętam bym miał jakieś problemy. Ale dziś kilka miejsc sprawiło mi trudność. Do tego kondycja beznadziejna :). Gdy już wszedłem na szczyt Punta Anna byłem naprawdę zmęczony.

Na zdjęciach tak nie widać ale jest wiele odcinków eksponowanych i prawie pionowych. Więcej zdjęć tutaj.

Po wejściu na szczyt Punta Anna chłopaki poszły dalej na ferratę Giani Aglio. Polecam wszystkim. Są trudniejsze odcinki niż na Punta Anna z pięknym trawersem nad 500 metrową przepaścią po wbitych w skałę bolcach w pionowej skale. Ja już byłem także odpuściłem. Do tego byłem zmęczony i głowa nie za bardzo dziś pracowała. A ten trawersik jest hardkorowy. Postanowiłem więc zejść w dolinkę by spotkać się z resztą ekipy gdy będą schodzić po piargach z okna bus tofana. Zejście nie jest wcale takie łatwe. Trzeba kawałek przejść granią, trzymając się czerwonych kropek i wypatrując napisu na skale, że do schroniska Gussiani. Czerwone kropki prowadzą też w górę na ferratę Giani Aglio. Ale łatwo się połapać. Trzeba dość do skały. Przy skale będzie poręczówka. Idziemy wąską półeczką. Generalnie trzymamy się ściany. Jest też jakiś kominek jak dobrze pamiętam. Przewijamy się „na drugą stronę” i wkrótce docieramy do bardzo stromego pola piargowego, blisko okna bus tofana. Jest naprawdę stromo i upierdliwie. I tak sobie schodzimy albo raczej zsuwamy się do ścieżki, którą spokojnie wracamy do schroniska Dibona.

11.08.2016