Casco Marbore (3006)

Casco Marbore, widok z Pic Pimene (10.07.2010)

Na Col Tentes można bez problemu dojechać autem z Gavarnie. Co prawda były odcinki szutrowe ale chyba zmieniali nawierzchnię, bo od samego rana pracowała ekipa. Droga jest w miarę szeroka. Na parkingu mieści się tak mniej więcej 100 pojazdów. Można też bez problemu rozbić namiot na noc. Dzisiejszy cel Casco Marbore, pierwszy szczyt od Brecha de Rolando w Circo Marbore widać z parkingu. Prześwituje przez Col Sarradets.

Parnig na Col Tentes

Ruszam, najpierw na Puerto Bujaruelo. Bez problemu, asfaltem, około 15 minut. Pięknie widać Taillon, potężna góra. Wygląda na to, że dziś nie będzie super pogody. Co prawda padać nie powinno. Jest spory wiatr, chmury szybko przesuwają się po niebie. Na szczęście to wysokie chmury. Po odcinku na rozruszanie kości, zakręt o 180 stopni i kierunek schronisko Sarradets. Początkowo raczej bez zmiany wysokości, pojawiają się płaty śniegu. W końcu odbijamy lekko w prawo i rozpoczyna się podejście na Col Sarradets. Od razu nachylenie zdecydowanie wzrasta. Najpierw po kamieniach lecz szybko zaczyna się śnieg (i tak już aż na wierzchołek Casco Marbore).

Nie jest łatwo. Kiedyś tędy szedłem i pamiętam, że są odcinki ubezpieczone łańcuchem (szlak biegnie przez strumyka, trzeba się też przeprawić, i to akurat w miejscu gdzie strumyk przemienia się w mały wodospad). Dziś łańcuchy są zasypane śniegiem, a na granicy strumyk – śnieg jest bardzo niestabilnie. Stąpam ostrożnie bo nie widzi mi się kąpiel w lodowatej wodzie.

Po przeprawieniu się przez strumyk jest mniej niebezpiecznie choć dość stromo. Nie zakładam jednak raków, śnieg nie jest na tyle zmrożony by nie dało sie iść. Z drugiej strony mam dobre buty (buty są super, świetnie się chodzi po śniegu, i bardzo dobrze po skałkach i kamieniach, siła chyba tkwi w podeszwie i jej twardości. Polecam na trudniejsze trasy, ze śniegiem, ze skałkami i niestabilnym podłożem – Yukon firmy Hanwag. Na łatwiejsze trasy miałem MFS Vakuum firmy Meindl, są lżejsze i mają mniej twardą podeszwę, więc są wygodniejsze). Z Col Sarradets rozciąga się fantastyczny widok na Circo Gavarnie, jeden z moich ulubionych widoczków w Pirenejach. Super! Widać też schronisko, jakieś 5 minut drogi. Casco de Marbore też widać.

Od schroniska Sarradets rozpoczyna się podejście na Brecha de Rolando. Do pokonania są dwa „schodki”. Pierwszy schodek jest dłuższy i z większym nachyleniem. Lekkie wypłaszczenie i drugi podejście. Jestem w Hiszpanii. O ile do tej pory lekko wiało to teraz podmuchy są duże. O ile dobrze liczę jestem czwarty raz na Brecha de Rolando. Zaskoczony jestem ilością śniegu po hiszpańskiej stronie. Tak może czasem narzekam na ten śnieg ale przyznam, że super są widoczki ze śniegiem. Rekompensata za trudy poruszania się po śniegu jest wystarczająca. I pomyśleć, że jestem w Hiszpanii, w lecie. A tutaj śniegu więcej niż widziałem przez całą zimę, hehe.

Po krótkim odpoczynku ruszam dalej, na Cuello Sarrios. Normalnie jest jedna niewielka trudność (niewielka dla doświadczonych górskich wędrowników, ale chyba na taką wysokość, i to w Pirenejach, niedzielni turyści raczej nie wchodzą. Choć na Brechę de Rolando być może wchodzą, bo to takie spektakularne miejsce). Trzeba pokonać Passo de Sarrios, ubezpieczony łańcuchem odcinek, jakby nie patrzeć, bardzo stromy stok. Groźnie wygląda ale nie jest to trudne. Tym razem jednak było tak dużo śniegu, że aż zasypane były łańcuchy. Przy skale śniegu nawiało na jakieś 10 metrów. Idę wąską, śniegową granią, ostrożnie, bo z prawej strony bardzo stromy stok, gdyby się poślizgnął, ho ho, niezła była by jazda w dół.

Z Cuello Sarrios najpierw lekko pod górę. Dochodzę do miejsca w którym muszę się zdecydować na jaki szczyt wejść. Jestem w siodle między dwoma szczytami. Początkowo miałem w planie najpierw wejść na Torre de Marbore, zejść, i wejść na Casco Marbore. Stopień trudności jest mniej więcej taki sam. W normalnych warunkach pewnie bym tak zrobił. No ale nie w zimowych. Oceniłem sytuację i doszedłem do wniosku, że na Torre Marbore jest bardziej stromo, szczególnie w końcówce. Nawet gdybym założył raki, nie wiem czy dałbym radę bez czekana. Ruszam na szczyt Casco Marbore. Gdzieś w połowie podejścia pojawia się problem nawigacji. Nie ma śladów na śniegu, nie mówiąc o kopczykach. Nie widać też jakieś naturalnej ścieżki. Postawiam pójść po skosie, w kierunku skały. Jak się później okazało to był błąd. Zrobiło się bardzo stromo, śnieg lekko zmrożony, z trudem docieram prawie pod skałę, na małą wysepkę wolną od śniegu. Zostało około 10 metrów, przejście na skalne podłoże i dalej jak mi się wydawało po skałkach na szczyt. Byłem pewien, że tędy wiedzie droga na wierzchołek. Te 10 metrów było po zmrożonym śniegu, bardzo stromo, bo przy samej skale widocznie nawiało dużo śniegu. Bez czekana nie dałem rady się wdrapać na wprost więc dostałem się boczkiem na śnieżną grań. Po prawej ręce miałem szczelinę, ze 4 metry. Ostrożnie, powolutku przesuwałem się do skały. Było to bardzo ryzykowne. Miałem jeszcze z metr i byłbym na bezpiecznej półce skalnej, gdy poślizgnęła mi się noga i sruuu 10 metrów w dół na kamienną wysepkę. Dobrze, że był pas kamieni, bo dalej znowu śnieg z 10 metrów, hopka, i poleciałbym ze 200 metrów…..Na szczęście nic mi się nie stało nie licząc zharatanej do krwi łydki. Myślę sobie, no trudno, dziś tędy nie wejdę, schodzę. I zaczęły się prawdziwe schody. Okazało się, że było tak stromo, że nie dało się za bardzo zejść. Nie wiem jak tędy wszedłem, do góry jest pewniej łatwiej, pochylasz ciężar ciała do przodu i już. Ale w dół to było bardzo ryzykowne, nawet nie myślę co by było gdybym sie poślizgnął. Z trudem ale dałem radę. Byłem znów w miarę bezpiecznym miejscu. I oczywiście od razu wypatrzyłem kopczyk! Okazało się, druga część podejścia że na szczyt prowadzi boczkiem. Szlak wiódł tak na granicy śnieg-piargi. Od miejsca w którym byłem około 15-20 minut. Trochę po piargach, łupkach i małych skałkach. W samej końcówce do pokonania półki skalne, niezbyt trudne, trzeba pomagać sobie rękoma. Byłem bardzo zadowolony stając na szczycie! Wszedłem, mimo że miałem chwilę zwątpienia. Ze szczytu zobaczyłem gdzie bym był, gdybym nie zjechał po śniegu. No nie wiem czy tak po prostu bym wszedł z tamtego miejsca na szczyt. Może bym tam utknął…..

Powrót na Brecha de Rolando już bez przygód, ostrożnie sobie wszedłem na Cuello de Sarrios, mając w pamięci dzisiejszy upadek. Gdy schodziłem widziałem sylwetkę człowieka schodzącego z Torre Marbore. Musiało być bardzo niebezpiecznie gdyż ja zdążyłem zejść na przełęcz a on ciągle bym mniej więcej w tym samym miejscu (tam gdzie myślałem, że musi być bardzo stromo i bez czekana nie dam rady). Poczekałem trochę, patrzyłem czy da radę ale w końcu przebrnął przez ten odcinek i zaczął szybciej się poruszać. Przy Passo Sarrios spotkałem dwóch Niemców, mieli duże problemy by pokonać ten niebezpieczny fragment. Grzecznie przepuścili mnie przodem (przyciskając się do skały). Gdy zobaczyli, że bez problemu poradziłem sobie z Passo Sarrios, odważniej ruszyli, hehe.

 

Trasa i mapka:

Col Tentes (2200) – Puerto Bujaruelo (2273) – Sarradets (2587) – Brecha Rolando (2807) – Cuello Sarrios (2759) – Casco Marbore (3006) – Brecha Rolando (2807)

  • Czas: 3.5h na szczyt
  • Data: 9.07.2010

Orientacyjny czasomierz:

  • Col Tentes (2200) – Puerto Bujaruelo (2273): 20′
  • Puerto Bujaruelo (2273) – Sarradets (2587): 1h 10′
  • Sarradets (2587) – Brecha Rolando (2807): 30′
  • Brecha Rolando (2807) – Cuello Sarrios (2759): 25′
  • Cuello Sarrios (2759) – Casco Marbore (3006):45′